Recenzja: Władza, Pieniądze, Nauka. Jak chciwość, ideologia i szaleństwo wypaczyły badania naukowe – Tomasz Rożek

Dawno tego nie robiłem, więc postanowiłem napisać recenzję książki. Chwilę nosiłem się z tym zamiarem, z każdą kolejną przeczytaną książką zastanawiałem się czy to ją zrecenzować, ale brakowało mi jakoś motywacji. Motywacja ta pojawiła się po przeczytaniu, a nawet już w trakcie czytania „Władza, Pieniądze, Nauka. Jak chciwość, ideologia i szaleństwo wypaczyły badania naukowe.” Tomasza Rożka.

Zacząć muszę od tego, że bardzo lubię dr Rożka. Uważam, że robi dużo dobrego dla popularyzacji nauki. Nie zawsze jest to idealne, nie każdy jego film opublikowany na kanale „Nauka. To Lubię” czy w „Kanale Zero” oglądam, a nawet jak już obejrzę to nie każdy mi się podoba. Na koniec dnia to są jego treści i nie ma powodu by robił je „pode mnie”. Jednocześnie, lubię słuchać wywiadów z nim. Po pierwsze, słuchanie o nauce to zawsze fajnie, a po drugie mam wrażenie, że Tomasz zwykle mówi o ludziach dobrze albo wcale i to mi się strasznie podoba. 20 stycznia 2023 roku, po obejrzeniu któregoś wywiadu zapisałem w dzienniku „(…)Co do Tomka, on o wszystkich mówi dobrze. Też powinienem tak robić. Świat nic nie zyskuje na tym, że dowie się kogo uważam za debila.” Bardzo mi tym imponuje, ale z naśladowaniem go w tym zakresie wychodzi różnie, staram się.

Ten pozytywny wstęp jest potrzebny, ponieważ akurat „Władza, Pieniądze, Nauka” mi się nie podobała i to na kilku płaszczyznach. 

Pierwszym problemem jest wybór tematów. Mamy tutaj szlagiery, jak temat szczepionek powodujących autyzm czy koncerny tytoniowe, które przekupują naukowców by opóźnić legislacje dotyczące papierosów. Dla młodszych czytelników ciekawe mogą być kulisy powstawania rakiet typu V w trzeciej rzeszy czy tzw. łysenkizm, który może brzmieć jak zabawna choroba wieku średniego. Fajnie, że pojawił się Zimbardo, ponieważ to jeden z najbardziej spopularyzowanych przykładów partactwa naukowego na świecie, prawdopodobnie. To, co łączy te wszystkie tematy to jednak fakt, że są one “stare” i zagraniczne. Nie chronologicznie stare, tylko przeżute przez opinię publiczną: wydane zostały już wyroki, które Tomasz Rożek po prostu powtarza, dodając czasem kilka ciekawostek. Nie każdy musi posiadać wiedzę o każdym z tym tematów, a dla tych osób, które o nich nie wiedzą może to być wartościowa lektura. Jednocześnie Nauka (specjalnie przez duże N) ma aktualne odpowiedniki takich problemów, które zostały całkowicie pominięte, a może warto by było coś o nich napisać, by czytelnik nie odniósł wrażenia, że problemy Nauka ma już za sobą. Wybór współczesnych odpowiedników jest na tyle szeroki, że można by coś wybrać, mniej lub bardziej kontrowersyjnego: ideologiczny konflikt wokół płci, ministerialna punktoza, prywatne uczelnie wyższe, procedury nadawania stopni naukowych. Poza skromnym wyjątkiem Big Techu, ta książka to zbiór historii z dobrym, bo znanym, jakby powiedział Stephen King, zakończeniem.

Drugim poważnym zarzutem jest sposób, w jaki Rożek opowiada te historie. Moim zdaniem zdecydowanie za mocno skupia się na indywidualnych winowajcach („zły naukowiec”, „chciwy koncern”), pomijając przy tym głębsze, systemowe mechanizmy, które takie nadużycia umożliwiają, i co ważniejsze, które potem bardzo długo uniemożliwiają ich naprawę. Najlepszym przykładem jest sprawa Andrew Wakefielda. Rożek przedstawia ją klasycznie: naukowiec spreparował wyniki za pieniądze. To oczywiście skandal, ale prawdziwy skandal dzieje się później. Artykuł w The Lancet, jednym z prestiżowych czasopism, został wycofany dopiero po 12 latach, i to nie w wyniku wewnętrznej kontroli naukowej czy procedur peer review, lecz dzięki dziennikarskiemu śledztwu The Sunday Times. Tomasz Rożek przechodzi nad tym faktem dość szybko, nie zadając fundamentalnego pytania: dlaczego system naukowy sam nie był w stanie wykryć i skorygować oszustwa? Dlaczego potrzeba było dziennikarza, żeby środowisko naukowe zareagowało? 

Kolejnym przykładem jest historia Philipa Zimbardo. Historia jego kariery jest moim zdaniem jasnym przykładem problemów nauki. “Badanie”, które lepiej byłoby nazwać przedstawieniem teatralnym stało się trampoliną do światowej kariery i nikomu specjalnie nie przeszkadzało, że z nauką nie miało nic wspólnego, nawet po wyjściu na jaw nieprawidłowości. Dr Rożek zauważa w swoim tekście wiele złych rzeczy, ale pomija moim zdaniem najważniejszą: Zimbardo za swoje nie mające nic wspólnego z nauką praktyki, oraz kłamanie na ich temat przez wiele lat nigdy nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Również Tomasz Rożek opowiada jego historię z wręcz pozytywnym wydźwiękiem (s. 284): “(…)Zimbardo przeszedł od badacza ciemnej strony psychiki do aktywisty edukującego o naszej jasnej stronie.” Przypomnę, że Zimbardo nigdy nie przyznał się, że jego opis “eksperymentu” był zakłamany, nawet po publikacjach dziennikarzy jasno to pokazujących i zamieszczających dowody, nagrania, w sieci. 

Przez to lektura pozostawiła mnie z niesmakiem. Nie dlatego, że historie są opisane słabo, bo bardzo fajnie czyta się tą książkę, ale przez to, że mam wrażenie, że Tomasz Rożek przedstawił bardzo wybiórczy obraz tego, co wypacza naukę, pomijając rolę samej społeczności naukowej jako grupy interesu. Teoretycznie pierwsze słowo tytułu to władza, ale całkowicie pominięte są struktury władzy w akademii. Największą niespójność w tym fragmencie widać przy sprawie Macchiariniego. Rożek sam podkreśla, że naukowiec został zatrudniony „mimo bardzo słabych referencji i kiepskiego dorobku” (s. 297). Kiedy po wszczęciu śledztwa wyszły na jaw jego oszustwa zwolniono go. Pozostaje jednak pytanie: skoro referencje i dorobek były tak fatalne, to dlaczego w ogóle przyjęto go na tak prestiżowe stanowisko?

Mimo wszystko, polecam przeczytać. Moja perspektywa jest skażona byciem częścią środowiska naukowego, więc może mam trochę żalu, że ta pozycja nijak nie przyłoży się do jego poprawy.

Dodaj komentarz