Obkładka "Neverworld Wake"

Neverworld Wake – Marisha Pessl

Neverworld Wake – Marisha Pessl

Ostatnie kilka pozycji, które przeczytałem, było naprawdę ciekawych, ale niestety ta passa nie mogła trwać wiecznie. Zwykle wypożyczam z biblioteki dwie książki; pierwsza z nich to pozycja z mojej listy „do przeczytania”, za to druga to względnie przypadkowa książka. „Przeszukuję” katalog biblioteki za pomocą pustego hasła i liczę, że jakiś tytuł przyciągnie czymś moją uwagę. Takim sposobem trafiłem na „Neverworld Wake” Marishy Pessl.

Być może była to krzykliwa okładka, być może nieprzetłumaczony tytuł, być może chęć przeczytania czegoś lżejszego po poprzednich lekturach. Niezależnie od pobudek, zdecydowałem się, niestety, na tę pozycję. Jej chyba jedyną zaletą jest to, że naprawdę szybko się ją czytało, jest napisana prostym językiem, jak przystało na literaturę młodzieżową. Akcja stale porusza się do przodu, mimo zapętlonego czasu, który zmusza piątkę bohaterów do przeżywania tej samej daty (nie dnia – bo za każdym razem ten dzień wygląda inaczej), do momentu aż Ci zdecydują się, kto jako jedyny z piątki zostanie przy życiu i ruszy dalej na osi czasu.

Sam pomysł może się wydawać naprawdę ciekawy i jest reklamowany jako thriller ze wciągającym wątkiem psychologicznym. Gdy do tej, jakby nie patrzeć, niecodziennej sytuacji dorzucimy to, że główna bohaterka „uwięzienie” w pętli czasu traktuje jako okazję do rozwikłania zagadki śmierci swojego chłopaka sprzed roku – można śmiało powiedzieć, że ta historia miała potencjał. Niestety nie dostajemy nic interesującego. Tak zwany wątek psychologiczny dosłownie nie istnieje. To, co mogło być wspaniałym dramatem jednego pokoju, metaforycznego w tym przypadku, jest opowieścią o pustych i szablonowych bohaterach. Sytuacja, gdy nastolatkowie po raz pierwszy traktują sytuację serio i przystępują do głosowania kogo życie uratować, to pół strony tekstu, który można skrócić do: „każdy chciał żyć, więc się nie dogadaliśmy”. Doskonale znające się postacie mogłyby się szantażować, grać na litość, oszukiwać, wszystko to by pokazać głębie relacji i co ważniejsze, głębie ludzkiej psychiki. Niestety, nie ma tam nawet zalążka życia wewnętrznego bohaterów, a każdy z nich jest tylko jednym sekretem, który ukrywa.

Tutaj mała uwaga, ale to akurat w literaturze mnie strasznie denerwuję – naprawdę narracja z bohaterem prowadzącym nie powinna, nie może ukrywać przed czytelnikiem wiedzy, którą postać posiada. Czytając takie kwiatki, mamy wrażenie, że bohater ukrywa przed sobą swoją przeszłość – efekt jest absurdalny, bo jako postać wiedzę posiada, ale jako opowiadający historię narrator już nie.

Na usprawiedliwienie autorki, ona również zapomina, co napisała kilkadziesiąt stron wcześniej, co prowadzi do wewnętrznych sprzeczności i całkowitego braku sensu finału historii. W ten sposób postacie zapominają, że umierały już tysiąckrotnie, a część postaci spoza „pętli” nic sobie nie robi z tego, że powinny, tak dla przyzwoitości, przeżywać tą samą datę.

Podsumowując, nawet biorąc poprawkę na to, że to literatura młodzieżowa, stanowczo ją odradzam. Młode umysły mogą cieszyć się z prostego języka i wartkiej akcji, ale nie powinny czytać książek, które jawnie kpią z literatury rozumianej jako czegoś przemyślanego. Być może Hermiona mogła użyć Zmieniacz Czasu, by uratować Syriusza, a drobne nieścisłości zdarzają się wszędzie, jednak w przypadku „Neverworld Wake” cała historia jest po prostu bez sensu.

Dodaj komentarz